KIM powinien być nauczyciel?
- Osobą, która prowadzi ucznia, jego przewodnikiem. Nauczyciel musi najpierw do ucznia dotrzeć, nawiązać z nim kontakt, zrozumieć, a dopiero potem może skutecznie realizować tzw. treści programowe. Wychodząc z tego założenia, największy nacisk podczas naszych kursów kładziemy na kształtowanie umiejętności interpersonalnych, w tym relacji między uczniem, nauczycielem i rodzicami, na komunikowanie się i motywowanie do pracy.
"Dys...kurs" istnieje trzy lata.
- Jest wpisany do rejestru niepublicznych placówek doskonalenia nauczycieli, dysponuje własną siedzibą w centrum Szczecina, a od sierpnia ma zasięg ogólnopolski. Merytorycznie nadzoruje nas więc zachodniopomorski kurator, ale szkolenia możemy prowadzić w całej Polsce.
Nauczyciel-przewodnik to kwestia osobowości.
- Dlatego rozwój osobowości nauczyciela jest tak ważny. Bardzo pomocne jest w tym działanie poprzez teatr i tworzenie "teatru" gdy nauczyciel poznaje, jak może opanować i wykorzystać ruch, mowę, gest. l po drugie - teatr jest żywy, budzi pozytywne emocje, dlatego ułatwia docieranie do ucznia, rozmowę z nim.
Wśród wykładowców "Dys...kursu" są praktycy.
- Tylko praktycy, bo pracujemy wykorzystując metody aktywizujące, zwłaszcza dramę, co przed laty w warszawskim Teatrze Ochota, wzorem angielskim, zaczynała Halina Machulska. Stali współpracownicy "Dys...kursu" to m.in. znany w całej Polsce reżyser Marek Pasieczny, aktorzy Teatru Współczesnego, Krystyna Maksymowicz i Arkadiusz Buszko, trener dramy, Wiesława Klata oraz świetny konsultant metodyczny z Torunia, Anna Jurewicz.
Czy nauczyciele, uczestnicy kursów, realizowali własne przedstawienia?
- "Gucia zaczarowanego", "Momo" oraz fragmenty "Balladyny", w reżyserii Marka Pasiecznego. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ nauczyciele odkrywali w sobie talenty, o których wcześniej zupełnie nie wiedzieli. Na przykład pani dyrektor pewnego przedszkola była cudowna w roli trutnia Gucia.
Jak wychowywać do odbioru teatru, do czytania tekstów kultury?
- Z inicjatywą takich właśnie szkoleń wyszedł Teatr Pleciuga, my teatrowi pomagamy. Pokazujemy na przykład nauczycielom, jak mogą wykorzystać przedstawienie teatralne do kształtowania przeróżnych umiejętności w nauczaniu nie tylko polskiego, lecz także na lekcjach wychowawczych, języka angielskiego, historii, biologii. W "Pleciudze" mamy specjalne premiery nauczycielskie, po nich - dyskusje. Po każdym przedstawieniu premierowym jest promocja przygotowanego przez nas zeszytu metodycznego ze scenariuszami lekcji z różnych przedmiotów, opartymi właśnie o to przedstawienie. Autorkami scenariuszy są nauczycielki, które stale współpracują z "Dys...kursem". Marzy mi się, że to one uzupełnią w przyszłości kadrę ośrodka.
Są też tzw. premiery belferskie w Teatrze Współczesnym.
- Pozyskały nawet sponsora, którym są Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Po naszych premierach we Współczesnym organizujemy szkolenia, które mają nauczycielom dać orientację w sztuce współczesnej. To ważne, bo w programach szkolnych współczesności jest mało, omawianie literatury kończy się często na latach 80, a przecież uczniowie chcą współczesności, chcą dyskutować o kulturze, w której żyją, poznawać ją, próbować zrozumieć. Uważam, że w nauczaniu powinniśmy wychodzić od współczesności, a potem omawiać to, co było.
Kiedy następna belferska premiera?
- 19 września, "Tristan i Izolda". Ukaże się kolejny zeszyt ze scenariuszami lekcji polskiego, wiedzy o kulturze i godzin wychowawczych, będzie wykład o polskim teatrze monumentalnym i zajęcia ruchowe, które poprowadzi A. Buszko.
Podczas szkoleń "Dys...kursu" nauczyciele poznają też inne dziedziny sztuki.
- Jeśli mają przygotować uczniów do odbioru kultury, sami muszą w niej uczestniczyć. Gdy żył Dolano Paszkiewicz, nawiązaliśmy współpracę z DKF "Kontrasty", rozmawialiśmy tam o filmie. Cykl wykładów o malarstwie współczesnym prowadziła dla nas Barbara Ochędowska-Grzelak z Uniwersytetu Szczecińskiego przy współpracy z Muzeum Narodowym.
Jak jest finansowana działalność "Dys...kursu"?
- Po pierwsze - nauczyciele sami opłacają udział w szkoleniach, po drugie - pozyskujemy sponsorów, po trzecie - nasze projekty zgłaszamy do konkursu grantowego przy kuratorium oświaty i w ten sposób pozyskujemy dofinansowanie dla nauczycieli, czego efekt jest m.in. taki, że nasi absolwenci tworzą klasy autorskie o profilu teatralnym i kulturoznawczym. Dodam, że w tym roku będziemy prowadzić dwa nowe szkolenia: "Wykorzystanie metod aktywizujących w stymulowaniu rozwoju ucznia" i "Doskonalenie umiejętności pracy z uczniem o specjalnych potrzebach edukacyjnych - z dysleksją, nadpobudliwością, upośledzeniem umysłowym".
Powiada pani, że nauczyciel musi wyzwolić aktywność uczniów. Jak ma to robić, skoro w jego klasie uczniów jest ponad trzydziestka?
- To bardzo trudne. Obecnie jednak sytuację polskiej szkoły można zdecydowanie zmienić. Otóż z powodu demograficznego niżu zamykane są szkoły, nauczyciele tracą pracę. A może warto wykorzystać niż i tworzyć klasy mniej liczne. Wtedy uczniom i nauczycielom pracowałoby się lepiej, lepsze też byłyby efekty.
Kto powinien stworzyć te lepsze warunki?
- Myślę, że miasto, które zarządza oświatą, rodzice, szkoły. Trzeba zrozumieć, że edukacja jest najlepszą inwestycją, bo inwestuje się w człowieka, w jego rozwój, a więc w przyszłość nas wszystkich. Patologie, z którymi teraz tak trudno sobie poradzić, są efektem wcześniejszych zaniedbań edukacyjnych. Teraz, kiedy tak wielu nauczycieli się doskonali, kiedy jest niż demograficzny, można negatywnym tendencjom skuteczniej zapobiegać i zdecydowanie poprawić jakość polskiej szkoły.
Oby tak się stało. Dziękuję za rozmowę.
z Michaliną Butkiewicz, dyrektorem Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli "Dys...kurs" w Szczecinie Rozmawiał Bogdan Twardochleb.
Kurier Szczeciński, 4 wrzesień 2003.