Witamy na stronie internetowej Ośrodka Edukacji i Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli DYS...KURS. Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą na rok szkolny 2007/2008. Michalina Butkiewicz.

Kursy - Szkolenia - Warsztaty

Dysleksja to nie katastrofa!

Rozmowa z Michaliną Butkiewicz, dyrektorem Ośrodka Edukacji "Dys.kurs" w Szczecinie.

JAKIE są najwcześniejsze symptomy dysleksji u dzieci? Pytam o to, bo mam roczną córkę. Co, już teraz albo w kolejnych okresach jej rozwoju, powinno mnie zaniepokoić?

Pani profesor Marta Bogdanowicz wymienia w swoich publikacjach poświęconych problemom dysleksji kilka różnych zachowań dziecka, któ­ re mogłyby wskazywać może nie od razu na dysleksję u danego dziecka, ale na to, że dziecko znajduje się w grupie ryzyka dysleksji. W wieku poniemowlęcym może to być na przykład opóźnienie w mówieniu, słabsza koordynacja ruchowa, sprawność rączek, itd. Jako rodzic unikałabym jednak obserwacji dziecka z nastawieniem: "ma czy nie ma dys leksji?". Uważam, że każde dziecko ma swój indywidualny czas rozwoju, a informacje książkowe o tym, kiedy powinno chodzić i mówić są orientacyjne. Jeśli poszczególne etapy roz­ woju dziecka nie odbiegają zasadni­czo od normy wiekowej, trzeba zachować spokój. Zdarza się, i to wcale nierzadko, że maluchy, które do drugiego roku życia w ogóle nie mó­wiły, nagle zaczynają mówić i to peł­nymi zdaniami. Gdyby zaniepokojeni rodzice wcześniej zaczęli z tego powodu doszukiwać się dysleksji czy innych problemów rozwojowych, byłby to dla nich i dla dziecka niepotrzebny stres.

Do pani ośrodka trafiają głównie dzieci w wieku szkolnym. Jest taka podstawowa zasada, której trzymacie się w pracy z dziećmi dyslektycznymi?

Naszym najważniejszym zadaniem staje się dotarcie do dziecka, określenie jego zainteresowań, odszukanie talentów, nazwanie jego wartości, uświadomienie mu jego mocnych stron. Ważnym elementem w terapii jest wykorzystanie technik plastycznych. Dzięki nim dzieci dostrzegają swoje nowe, nieuświada miane wcześniej zdolności, ćwiczą koncentrację uwagi, motorykę małą, wyobraźnię, percepcję wzrokową. Z tymi ćwiczeniami współistnieją prace pisemne, zabawy językowe, czytanie, opowiadanie. Słowem, język polski inaczej. Jeśli trzeba, korzystamy z pomocy logopedy. Zadania dostosowujemy do poziomu rozwoju dziecka - ucznia, od szkoły podstawowej do szkoły ponadgimnazjalnej, monitorujemy jego pracę w szkole. W zasadzie mogę śmiało powiedzieć, że stosujemy autorską metodę pracy, dostosowaną do potrzeb dziecka. Wprowadzamy wyłącznie wartości, tematy pozytywne, bezpieczne dla dziecka, mając na uwadze, że przychodzi do nas osoba, która znalazła się w trudnej sytuacji i pozostaje w niej od dłuższego czasu. Wiele także wymagamy od naszych uczniów, np. systematyczności, punktualności, rzetelnej pracy w trakcie zajęć, zgodnej współpracy w grupie. Doprowadzamy do takiej sytuacji, że uczeń zaczyna wierzyć w siebie i w to, że może zrobić coś dobrego, jego wysiłki zawsze kończą się pozytywnie. Nie stosujemy żmudnego przepisywania tekstów ani nie wymagamy wkuwa­ nia reguł ortograficznych. Przywiązu­ jemy też wagę do tego, na jakich tre­ ściach pracować z uczniem. Zresztą, jak mi się wydaje, dzisiejsze programy nauczania w niewielkim stopniu uwzględniają to, że dzieci się zmie­ niły. Powiem o tym, co mnie boli w nauczaniu, mimo że rozmawiamy dzisiaj o problemach osób z dyslek­sja, ale... Może należałoby pomyśleć o zmianie koncepcji nauczania? Mówi się, że dzieci i młodzież nie czy­tają lektur, tylko opracowania. Ale... gdybym to ja była teraz w klasie pią­ tej szkoły podstawowej i miała zanalizować fragment "Konrada Wallenroda", tak jak muszą to uczynić niektóre dzieci w niektórych szkołach, to myślę, że też nie poradziłabym sobie. Ten utwór jest przecież lekturą omawianą w całości w drugiej klasie szkoły średniej, jest powieścią poetycką typową dla epoki romantyzmu, w której zrywa się z chronologią zdarzeń. Z moich doświadczeń z pracy w tego typu szkole pamiętam, że nawet wtedy trzeba było uczniom wie­ le przybliżyć i wyjaśnić, w szczególności ułożyć chronologię zdarzeń, doprecyzować losy bohatera. Czy zatem uczeń w piątej klasie ma szan­ sę sam to zrobić, zinterpretować choćby fragment utworu? Jaka jest zatem zasadność umieszczania fragmentu takiego tekstu w podręczniku - dodam w podręczniku "nowej generacji", z którego będzie się uczyło dziesięcioletnie dziecko? Teraz z kolei uderzę w środowisko polonistyczne, które szanuję bardzo i którego czuję się członkiem... Próbuję sobie wyobrazić, co by było, gdybym ja była uczennicą szkoły średniej i miała przeczytać "Zbrodnię i karę", potem "Ogniem i mieczem", a wcześniej omówilibyśmy w czasie lekcji "Lalkę", a na każdą lekturę przeznaczono by w szkole tydzień lub dziesięć dni. Zupełnie sobie tego nie wyobrażam! Kto jest w stanie przeczytać pięćset czy siedemset stron tekstu raz na dziesięć dni, nawet wtedy, gdy nie stwierdzono u niego dysleksji, a chodzi do szkoły i ma codziennie zajęcia do godziny 14-15? Co ma wtedy zrobić dyslektyk?

Pytanie - co zmienić: ilość lektur czy zestaw lektur?

Jedno i drugie, a czas, który w ten sposób można by odzyskać, należałoby przeznaczyć na ćwiczenia w pisaniu i mówieniu, które uczniowie wykonywaliby w szkole. Ponadto boleję, że wśród lektur nie ma tego, co młodzież naprawdę czyta. Nie ma książek Coelho czy Castanedy, brakuje literatury współczesnej.

Jak w tym wszystkim, choćby w nadmiarze lektur do przeczytania, odnajduje się dziecko dyslektyczne?

Wydawałoby się, że się nie odnajduje, a jednak... Szuka pomocy, pracuje dodatkowo lub unika wszystkiego, może i reaguje wycofaniem, a może nadpobudliwością, a może unika lekcji? Odpowiedzieć na to powinni sobie rodzice i nauczyciele. Dla tych, którzy chcą sobie poradzić istnieje zbiór kaset z czytanymi lekturami, dziecko może je przesłuchiwać. Są wydawnictwa proponujące lektury w skróconej wersji, przeznaczone dla uczniów z dysleksja.

Czasami rodzice, kiedy dowiadują się, że ich dziecko ma dysleksję, traktują to niemal jak katastrofę życiową.

Spotykam się z dwiema skraj­ nymi reakcjami rodziców, gdy do­ wiaduję się, że ich dziecko dotknął ten problem. Jedni mówią: "to tylko dysleksja", a inni traktują to właśnie niemal jak katastrofę życiową. W obu przypadkach to nie są dobre reakcje. Twierdzę, że dysleksja jest poważnym problemem, ale takim, który można zmniejszyć dzięki systematycznej pracy i skorzystaniu z profesjonalnej te­ rapii. Analizując losy moich byłych uczniów - tych szkolnych i tych, którzy korzystali z pomocy w moim ośrodku, jestem przekonana, że dys­ leksja to pierwsze doświadczenie życiu, które uczy pokonywania trudności i kształtuje charakter.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Monika GAPIŃSKA

wstecz

DYS...KURS - Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli - Ośrodek Edukacji